czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział Dwudziesty Piąty

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY

Ludmiła

- Jak mogłaś mi to zrobić?! – wrzask zdezorientowanego i wściekłego chłopaka spowodował, że poczułam dziwne uczucie w sercu. Nie wiedziałam, jak mam je definiować. Nieczęsto czułam się tak… winna. Właśnie, to chyba się nazywa poczucie winy. Ale przecież należało mu się. On to zrobił pierwszy, zniszczył wszystko, o co walczyłam. Dlaczego ja miałam nie robić tego samego? Odpłaciłam mu pięknym za nadobne. Na pewno nie zacznę teraz żałować.
- Co takiego? Zniszczyłam ci związek? Złamałam serce? Patrz, mi też się to zdarzyło w ostatnim czasie. Nie mówiłam ci? – brnęłam w tą paranoję coraz głębiej. Nie oszczędzałam mu przykrości i chłodnych słów. Złość i sarkazm przeze mnie przemawiały, a on musiał się o tym dowiedzieć.
- To dwie różne sprawy. Ja nie zrobiłem tego, żeby się zemścić… To wszystko było nie tak.
- Diego, nie rozśmieszaj mnie. Potraktowałam cię dokładnie tak, jak ty mnie.
- Nie jesteśmy tacy sami.
- Dokładnie tacy sami. Nie próbuj się oszukiwać. Mamy takie same charaktery. Jesteśmy zawistni i dążymy do celu za wszelką cenę. Tacy sami…
- Ja nie! – chłopak spojrzał na mnie wzrokiem, który wyrażał zarówno złość, jak i rozpacz. Pierwszy raz widziałam w oczach Hernandeza coś podobnego. Przyglądał się mi, ani na chwilę nie mrużąc oczu. Mową ciała próbował mi przekazać jak bardzo się mylę. Ale ja się nie mylę, ja mam rację. Nie rozumiem, dlaczego on nie chce  tego przyznać. Znam go, wiem jaki jest. Potrafię przewidzieć, co czuje. Jesteśmy tacy sami.
- Podaj mi chociaż jedną różnicę! – starałam się opanować, jednak krzyk sam wyrwał się z mojej piersi. Wszystkie emocje, które próbowałam ukryć, wybuchły.
- Kochałem ją! – zdanie, które wypowiedział szumiało w mojej głowie, powtarzając się niczym echo. – Ty nie potrafisz kochać… - dodał cicho. Staliśmy naprzeciwko siebie, twarzą w twarz. To, co powiedział, uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą. W jednej chwili całe dotychczasowe życie przebiegło mi przed oczami. Wszystkie ważne wydarzenia, które zapadły w mojej pamięci. Pierwszy występ na scenie, spacery z tatą, widok Tomasa… W przypływie energii uniosłam dłoń i wymierzyłam Hiszpanowi potężny policzek.
- Nic o mnie nie wiesz. – szepnęłam i odwróciłam się na pięcie, by odejść jak najdalej od niego. – Jesteśmy tacy sami… - powiedziałam prawie bezgłośnie. Właśnie tak.

Francesca

Odkąd obudziłam się rano ani razu nie postawiłam stóp na podłodze. Czułam się źle i wcale nie musiałam ani nie chciałam tego ukrywać. Nie miałam nic do stracenia, więc równie dobrze cały świat mógłby się dowiedzieć, w jak fatalnym jestem stanie. Albo nie… No bo, co taki wielki świat obchodzi życie takiej małej Francesci? Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam się w stronę stolika, na którym mama postawiła kubek herbaty z aromatem dzikiej róży oraz tabliczkę mlecznej czekolady. Tylko ona jedyna wiedziała, że kiedy jestem smutna albo załamana, jedyne co jest w stanie poprawić mi nastrój to jedzenie czekolady. Wydaje mi się, że jest to spowodowane tym, że w dzieciństwie ciocia Ana przywoziła mi i Luce tony czekolady. Była przekonana, że nigdy nie dostajemy jej od przewrażliwionych rodziców, więc obdarowywała nas nią przy każdej wizycie. W efekcie nie byłam najszczuplejszą sześciolatką, ale miałam mnóstwo koleżanek, z którymi dzieliłam się smakołykami. Pamiętam, że zawsze, gdy któraś z dziewczyn organizowała przyjęcie lub ognisko, byłam odpowiedzialna za dostarczenie słodyczy. Uwielbiałam nasze ogniska. Zawsze siedziałam tuż obok Luci, który jako starszy brat miał za zadanie pilnować, by nic mi się nie stało, śpiewałam i śmiałam się wspaniale się bawiąc. Nigdy wcześniej i nigdy potem, gdy już wyprowadziliśmy się do Buenos Aires nie byłam tak wesoła i beztroska. Oczywiście aż do momentu, kiedy trafiłam do Studia, poznałam Camilę, Violettę, Andresa… Braco. Kto by pomyślał, że jasnowłosy chłopak zajmie jedno z najwyższych miejsc na podium mojego serca? Na pewno nie ja. Traktowałam go, jak jednego z najlepszych przyjaciół, tymczasem, nie mam pojęcia gdzie i kiedy, zakochałam się. Jaki to ma sens? No tak, nie ma go. Jak to się stało, że przestałam myśleć o nim, jak o koledze, a nagle moje myśli krążyły tylko wokół niego, a sny były wypełnione jego obrazem. Mój spokój i szczęście zostały zaburzone, a przecież miłość powinna sprawiać, że czujemy się silniejsi, lepsi, bogatsi o nowe doświadczenia. A co ze mną? Chciałam sprawić, by czas się cofnął. Chciałam go nie spotkać, nie polubić, nie zakochać się, nie żegnać… Bo właśnie tego chciałam, prawda? Wcale nie myślałam o tym, że pragnę jego powrotu i odwzajemnionego uczucia. Wcale nie budziłam się w nocy co kilka minut, myśląc, że sen był prawdą, a on jest obok. Zaprzeczałam sama sobie. Przecież właśnie tak było. Upiłam łyk herbaty, sycząc z bólu, który spowodowało poparzenie języka, podparłam się na łokciach. Uniosłam głowę i spojrzałam w sufit. Ta sama fioletowa lampa z wygrawerowanymi inicjałami F.S.C. Francesca Sofia Cauviglia. A właściwie „Frania”. Mama uwielbiała mnie tak nazywać, kiedy miałam zaledwie kilka lat. Poczułam gorąco na policzkach, a po chwili po mojej twarzy spływały kolejne łzy. Otarłam je, ale to nie powstrzymało kolejnych. Zlekceważyłam je, więc musiały się zemścić. Postanowiłam nie zwracać na nie uwagi. Schyliłam się i sięgnęłam po laptop, który leżał na stoliku obok gorącego kubka. Otworzyłam pocztę i kliknęłam „Utwórz wiadomość”.

Drogi Braco.

Niezależnie od tego, co pomyślałeś sobie widząc mój adres, proszę, przeczytaj wiadomość do końca. To dla mnie bardzo ważne. Wcześniej wiele razy próbowałam to zrobić, jednak nie znalazłam w sobie odpowiedniej siły. Nie wiem, która to już wiadomość, jaką napiszę, a potem jak zwykle nie wyślę, przestałam liczyć.
Nie wiem, od czego zacząć. Ten mail będzie tak nieuporządkowany i chaotyczny jak moje myśli i uczucia oraz to, co dzieje się teraz w moim sercu. To, co stało się przed wyjazdem, przewróciło moje życie do góry nogami.
Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę? Mam nadzieję, że tak. Ja, mimo wielu łez, prób znalezienia sobie zajęcia i wszystkiego tego, co stało się do tej pory, nie osiągnęłam celu, a dialog, jaki odbył się między nami nie znika z moich snów. Nie rozumiem, co się ze mną dzieje. Mam wrażenie, że się zakochałam… Najbardziej kolokwialne i „nie na miejscu” zdanie, jakie ktokolwiek kiedykolwiek wypowiedział lub napisał. Ale tak właśnie jest kocham cię…
Błagam. Odezwij się do mnie. Napisz sms. Wyślij wiadomość. Albo po prostu pomyśl o mnie, a ja usłyszę i poczuję twoje myśli. Proszę, jeżeli tylko kiedyś coś dla ciebie znaczyłam…

Twoja.

Nim zdążyłam kliknąć „wyślij”, usłyszałam dźwięk telefonu. Odwróciłam się i sięgnęłam po urządzenie. Przesunęłam palcem po ekranie, ale to, co zobaczyłam przekroczyło wszelkie moje oczekiwania i nadzieje i zaburzyło poczucie rzeczywistości. Poczułam się jak we śnie i czekałam na to, aż ktokolwiek zdecyduje się mnie obudzić, wykrzykując moje imię.

- Francesca! – usłyszałam, ale dźwięk nie dochodził z zewnątrz, nie wydawał się nawet bić z mojej wyobraźni. – Francesca! Słyszysz mnie? Пожалуйста. Говорите. (Proszę. Odezwij się.) – Nerwowo zerknęłam na ekran, zastanawiając się, kiedy zdążyłam odebrać. Podniosłam telefon, trzymając go tuż przy prawym uchu.

- Braco…


Camila

            Biegłam przed siebie nie zastanawiając się dokąd. Chciałam jak najszybciej uciec od Diega, Ludmiły i… tego wszystkiego. Najchętniej zasnęłabym i śniła piękny sen tak, by nigdy się nie obudzić. Znowu uciekałam od problemów. Nawet nie próbowałam się z nimi zmierzyć. Udaję dorosłą, a kiedy przychodzi co do czego, zachowuję się jak rozkapryszone dziecko. To wszystko miało być inaczej. On miał być tym jedynym. Traktowałam go jak ideał. Pragnęłam zawsze widzieć jego piękny uśmiech. Chciałam, by jasna zieleń jego oczu odbijała się w moich i spoglądała na mnie z czułością i miłością. Czy to możliwe, że w taki sam sposób patrzyły również na Ludmiłę? A nawet jeśli nie, dlaczego nigdy nie opowiedział mi o swojej przyszłości? Ja zwierzałam mu się ze wszystkiego. Opowiadałam o chorobie ojca, problemach studia i tym, że nie potrafię sobie poradzić z najprostszymi sprawami. Wspierał mnie, a ja zrobiłabym dokładnie to samo, gdybym tylko wiedziała. Dlaczego nie chciał żebym wiedziała? Dlaczego musiałam się dowiedzieć, że mieli romans od Ludmiły? W mojej głowie kłębiło się mnóstwo pytań, które powinny być skierowane do chłopaka, ale w najbliższym czasie nie miałam ochoty go widzieć. Postanowiłam udawać, że nic się nie stało. Nie potrzebowałam troski innych i udawanych zmartwień. Ruszyłam w kierunku budynku, w którym odbywały się moje lekcje. Jeżeli coś miało mi pomóc to tylko i wyłącznie taniec.
            Weszłam do środka, witając się z kobietą siedzącą w recepcji. Skierowałam się prosto do łazienki. Spojrzałam w lustro. Ślady tuszu spływającego razem z łzami utworzyły na mojej twarzy niewyraźne zygzaki. Zmyłam je i poprawiłam makijaż. Przyjrzałam się sobie. Wyglądałam zupełnie normalnie. Moje rude włosy nie układały się tak, jak zwykle. Piegi na policzkach były bardziej widoczne z powodu słońca. Różowe usta mieniły się brokatem błyszczyka. Nic poza moimi oczami nie wskazywało na to, jak się czułam. Ktokolwiek znał mnie trochę bardziej, mógł bez trudu wyczytać z nich wszystko. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam z pomieszczenia. Sala, w której miałam ćwiczyć, była tuż obok. Otworzyłam drzwi. Na parapecie ogromnego okna siedział uśmiechnięty Andres. Przewróciłam oczami. Nie chodziło o to, że nie chciałam go spotkać. Po prostu on był jedną z osób, która znała mnie tak, jak nikt inny. Wystarczyło jedno spojrzenie i doskonale wiedział, że nic nie jest w porządku. Zacznie zadawać pytania, na które nie miałam siły odpowiadać. Przełknęłam śliną.
- Cześć. – mruknęłam cicho. Świetnie, dzięki barwie mojego głosu oszczędziłam chłopakowi wysiłku związanego z patrzeniem w moje oczy. I tak już wiedział.
- Cześć, Cami. – westchnął i momentalnie znalazł się obok mnie. – Ej, co się stało? – skąd wiedziałam, że właśnie tak będzie? Mimo wszystko kocham Andresa. To mój najlepszy przyjaciel i doceniam to, że tak bardzo się o mnie troszczy. Czasami nawet bardziej niż… - Cami. – jego głos wyrwał mnie z chwilowego zamyślenia.
- Nic. – próbowałam skłamać, ale doskonale wiedziałam, że nie wyszło mi to najlepiej. Spojrzał na mnie dziwnie. Pewnie zastanawiał się, czy mam go za idiotę. – Wszystko. – szepnęłam i rzuciłam torbę w kąt. Usiadłam na tym samym parapecie i podkuliłam nogi. Ukryłam twarz w dłoniach. Chłopak znalazł się tuż obok tak szybko, jak poprzednio.
Przejechał palcami po moim ramieniu i ścisnął moją dłoń. Poczułam mrowienie na skórze spowodowane jego dotykiem. Podniosłam głowę. Starania dotyczące poprawy makijażu poszły na marne. Łzy znów spływały po mojej twarzy. Andres przyglądał mi się z czułością. Nie przeszkadzał mu mój wygląd. Patrzył na mnie próbując zrozumieć, co się stało. Pomyślałam, że jeśli nie wygadam się jemu, to komu? Zbliżyłam się trochę i opowiedziałam mu całą historię. Kiedy skończyłam najpierw spuścił wzrok, jakby zastanawiając się, co ma teraz powiedzieć, następnie odwrócił głowę w kierunku okna i spojrzał w dal.
- Nie daruję mu tego, że cię skrzywdził. – wypalił. Powiedział to z powagą i bardzo przejętym tonem. Czasami nie poznawałam Andresa. Kiedy go poznałam był… inny. Infantylny, zachowywał się jak dziecko, nie myślał o tym, co robi i mówi. Wydawał się po prostu mało inteligentny. Teraz widzę, jak bardzo się myliłam oceniając go na początku. Zmienił się nie do poznania. Okazał się nie tylko niezwykle przystojny, ale również mądry i rozsądny. Zaczerwieniłam się, kiedy uświadomiłam sobie, że właśnie nazwałam Andresa przystojnym.
- Co zamierzasz zrobić? – prychnęłam. – Proszę, nie mieszaj się w to. Nie pomożesz mi, jeśli będziesz próbował „wyrównać rachunki”.
- Ale…
- Proszę. Po prostu posiedź tu ze mną. – szepnęłam. Wyciągnęłam dłoń w jego stronę, a on ścisnął ją mocno. Nie chciałam, by ją puścił. Czułam się bezpiecznie i na chwilę obecną nie zamierzałam z tego rezygnować.
- Wiesz co? Wiem jak poprawić ci humor. – mruknął, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana zastanawiając się co zaraz zrobi.
Włączył muzykę i stanął przede mną wyciągając dłoń. Miał rację. Taniec od zawsze towarzyszył mi w życiu. Kiedy byłam mała, w najtrudniejszych chwilach, tańczyłam. Sprawiało mi to radość i pozwalało zapomnieć o wszystkich przykrościach. Czasami wystarczyło tylko kilka poskoków i obrót, a na moją twarz wracał uśmiech. Taniec działał jak najlepsze lekarstwo na chorobę zwaną smutkiem. Był swego rodzaju wybawcą, przyjacielem. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na wiecznie zapracowaną mamę, która mimo tego, że mnie kochała, nie miała na mnie czasu. Nie potrafiłam opowiedzieć ojcu o swoich problemach, mimo że byliśmy ze sobą bardzo blisko. Spędzałam z nim każdą wolną chwilę. Bałam się przyznać do błędów, bo wiedziałam, że tratuje mnie jak idealną córkę. Nie chciałam, żeby zmienił zdanie na mój temat, więc o niczym mu nie mówiłam. Jedynym, co mogło mi pomóc był taniec. A ja korzystałam z tego najczęściej jak się dało. Zamrugałam kilka razy, by odpędzić od siebie obrazy dzieciństwa. Wiele razy przekonywałam się również o tym, że nie warto żyć przeszłością. Nie byłam pewna, czy tym razem posłucham tej rady, ale postanowiłam oddać się ulubionemu zajęciu i choć na chwilę oderwać się od myśli.
Podałam dłoń chłopakowi i kolejny raz tego dnia przeszedł mnie przyjemny dreszcz związany z jego dotykiem. Uniósł rękę tak, bym wykonała obrót. Po chwili wirowaliśmy w rytm ulubionej piosenki. To był nasz pierwszy układ. Uczyliśmy się go trzy lata temu i każde z nas do tej pory pamiętało wszystkie kroki. Ramiona Andresa prowadziły mnie przez cały parkiet. Podnosił mnie, opuszczał i obracał zgodnie z postępem muzyki. Nagle zatrzymaliśmy się na środku Sali. Chłopak cały czas obejmował mnie w pasie i patrzył mi prosto w oczy. Uniósł lewą dłoń i odgarnął kosmyki spływające po moim policzku, zakładając je za ucho. Zbliżył się jeszcze bardziej. Patrzyłam na niego przerażona. Od zawsze był moim przyjacielem. Przyjacielem i tylko przyjacielem. Dlaczego kiedy mnie dotykał i patrzył na mnie w taki sposób czułam mrowienie na całym ciele i przyjemne ciepło w sercu? Przecież tak nie zachowuje się wobec przyjaciela. Dlaczego nie próbowałam uciec? Dlaczego wydawało mi się, że chcę żeby to zrobił? Pragnęłam jego bliskości. Nie obchodziło mnie nic, co się dziś stało, co się działo do tej pory. Znaleźliśmy się w innej rzeczywistości, a cały świat przestał dla nas istnieć. Wpatrywałam się w niego zastanawiając się, co się za chwilę stanie. Zrobił krok do przodu. Stykaliśmy się czołami. Melodia powoli ucichła. Jego dłonie mocniej oplotły moją talię. Czułam jego oddech na szyi. Po mojej twarzy wciąż spływały łzy. Nie czekałam na to, co zrobi. Zbliżyłam się i złączyłam nasze usta w pocałunku. Jego wargi były tak przyjemnie miękkie. Chciałam, by ta chwila trwała wiecznie. Jeśli miałabym taką możliwość, na zawsze pozostałabym w jego ramionach. Niestety, wiedziałam, że to nie realne. Odsunęliśmy się od siebie powoli.
- Przepraszam. – szepnął i wybiegł z pomieszczenia zostawiając mnie samą.







Szczerze? Tak wiem, jestem beznadziejna.
Chciałam was bardzo przeprosić, chociaż wiem, że przeprosiny nic nie dadzą. Postaram się wytłumaczyć.
Przed feriami przez dwa tygodnie byłam chora, potem w trakcie ferii mi przeszło, ale po feriach stało się dokładnie to samo, co wcześniej. Kiedy poszłam do lekarza okazało się, że wcześniej dostałam zły antybiotyk i jest dużo gorzej niż wtedy. Dostałam skierowanie do szpitala. Uwierzcie, gdyby nie niskość mojej temperatury mogłabym tam zostać na dłużej. Na szczęście mogłam wrócić do domu, co nie zmienia faktu, że przez dwa tygodnie brałam dwa antybiotyki i mnóstwo innych leków, płukałam gardło czymś obrzydliwym i robiłam długie inhalacje, by móc normalnie oddychać przez nos.
Co się z tym wiąże, po miesiącu nieobecności w szkole miałam ogrom rzeczy do nadrobienia. Szczerze mówiąc dopiero we wtorek zaliczyłam ostatni ze sprawdzianów. Poza tym nie wiem, czy wiecie, jestem w pierwszej gimnazjum, więc nauki jest mnóstwo. Chodzę do takiej szkoły, w której poziom jest wysoki. Nie we wszystkich gimnazjach tak jest, ale u mnie pierwszo- i drugoklasiści piszą sprawdziany roczne, podobnie jak trzecioklasiści i od tego egzaminu zależą oceny. Przez ostatnie dwa tygodnie nie robiłam prawie nic poza przygotowywaniem się do sprawdzianów i kartkówek na kolejne dni oraz tych najważniejszych.
Podsumowując, mimo że to marne usprawiedliwienie, czas jest dla mnie największym wrogiem.
Przepraszam.
Przy tej okazji chciałam również złożyć wszystkim życzenia wielkanocne. Tak więc życzę wesołych świąt, smacznego jajka, ładnej pogody, słońca, uśmiechu, wypoczynku i spełnienia marzeń. Wszystkiego najlepszego!

xx