czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział Dziesiąty

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

W domu Braco

Braco

Wiadomość o tym, że muszę wyjechać przybiła mnie. Zostawić przyjaciół, rodzinę, miasto… Polecę do tych Włoch i co? Jak tam będzie? Gdzie znajdę osoby, które będą w stanie choć trochę zrozumieć? Nie chodzi tylko o język, ale również o moją osobowość…
A co jeśli nigdy nie będę miał okazji, żeby wrócić do Argentyny? Przecież może się tak stać, że dostanę rozkaz powrotu na Ukrainę i nigdy już nie zobaczę ludzi, których tak kocham. Тоді що? (I co dalej?) Moje przemyślenia przerwał dźwięk telefonu. Nie wiedziałem, cieszyć się, czy płakać? Z jednej strony ten sms mógłby na chwilę oderwać mnie od problemu, a z drugiej, jeśli to jeden z moich przyjaciół, problem wciąż by narastał…
Wyjąłem komórkę z kieszeni. Nacisnąłem słuchawkę.

- Braco. Так що я слухаю? (Tak, słucham) – zapytałem w nerwach.

- Braco, tu Fran. – dobrze, że to ona, bo chociaż zrozumiała, co powiedziałem.

- No mów. – starałem się mówić spokojnym tonem.

- Musisz przyjść do baru.

- Ale dlaczego? Coś się stało? – zaniepokoiłem się.

- Po prostu przyjdź, nie pytaj.

- Franceska, Скажи це! (Powiedz to!)

- Non piagnucolare! (Nie marudź) Jesteś potrzebny! – czyli bawimy się językami…

- Я буду там. (Będę tam) Przyjdę.

- In attesa. (Czekam) Tylko szybko. – odpowiedziała zniecierpliwiona.

- Dobrze… - rozłączyłem się.

Fran potrafi zdenerwować człowieka… Postanowiłem się z nią nie kłócić, bo pewnie i tak by mi to nic nie dało.  Z Franceską by to nie przeszło. Szybko się przebrałem i wsiadłem w samochód. Jedynym plusem mojego wyjazdu było to, że rodzice, jak powiedzieli dla bezpieczeństwa, kupili mi samochód. Wspaniale, znowu myślę o wyjeździe… Koniec.
Przekręciłem kluczyk i ruszyłem. Miałem dziwne wrażenie, że wszyscy się na mnie idiotycznie patrzą.
A może mi się tylko wydawało…

Kilka minut później…

Dotarłem do baru znacznie szybciej, niż zazwyczaj. I nie chodziło tu tylko o samochód. Kierowała mną podświadomość. Chciałem w krótkim czasie znaleźć się blisko przyjaciół. Wyszedłem z auta. Przez roztargnienie prawie wpadłem na przechodzącą obok dziewczynę.

- вибачте. Mi dispiace. Lo siento. (Przepraszam) – znowu się zestresowałem i zupełnie poplątałem. Spojrzała na mnie podejrzliwie. Nic dziwnego, przeprosiłem ją właśnie w trzech językach. Musiałem wyglądać na wariata.

- Spokojnie. Nie ma sprawy. No pasó nada.(Nic się nie stało) – uśmiechnęła się uroczo. - Ja… pójdę już.

Nie zdążyłem odpowiedzieć. Poszła. Dlaczego ja zawsze psuję takie sprawy? Zrobiło mi się głupio, ale nie chciałem jeszcze bardziej psuć sobie humoru. Przed wejściem do baru zauważyłem Tomasa. Czyżby miał coś wspólnego z tą sprawą?
Podszedłem do drzwi i je otworzyłem.

- Niespodzianka! – usłyszałem.

Byłem szczerze wzruszony. Po policzku spłynęła mi łza. I gdzie ja znajdę takich przyjaciół?

Violetta

Z jednej strony byłam zaskoczona i szczęśliwa, bo naprawdę nie spodziewałam się, że wyprawią przyjęcie, ale z drugiej miałam ochotę na romantyczną randkę z Tomasem. Spojrzałam na chłopaka. Musiałam zrobić głupią minę, bo bardzo dziwnie na mnie popatrzył.


- Tomas? – zaczęłam.

- Przepraszam, że nic ci nie powiedziałem. To miała być impreza powitalno-pożegnalna. Dla ciebie i Braco. – humor jakoś mi się nie poprawił, mimo, że widziałam, jak bardzo się napracowali. – Jeszcze pójdziemy na wymarzoną randkę. – szepnął i pocałował mnie w policzek.

Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Rozejrzałam się dookoła. Zauważyłam Fran. Siedziała tuż obok Cami. Podeszłam do nich, by się przywitać.

- Cześć, Violu! – zawołały Camila i Fran.

- Cześć! Świetne przyjęcie.

- Miałam nadzieję, że ci się spodoba. – odpowiedziała uśmiechnięta Fran.

- Dlaczego wy jesteście przebrane? Dlaczego nic nie wiedziałam? – zapytałam oburzona.

- Tak.. Możliwe, że zapomniałam o tym szczególe. – Fran wydawała się zakłopotana.

One wyglądały jak księżniczki, a ja, jak kopciuszek przed przemianą. Fran miała karmazynową suknię bez ramiączek, z zebraną, marszczoną górą i kwiatem róży po prawej stronie i długim falbaniastym dołem. Wyglądała cudnie, jej hebanowe włosy idealnie współgrały z czerwienią stroju. Spojrzałam na Cami. Ona również wyglądała wspaniale. Ona również miała suknię bez ramiączek. Jej kremowy kolor idealnie podkreślał rude włosy przyjaciółki. Góra sukienki była skromna, ozdobiona brokatem, a dół zebrany po prawej stronie i spięty kokardą. Pomyliłam się, wyglądały lepiej niż księżniczki. A ja… normalnie.

- Nie martw się. Dla ciebie też coś mamy. – zachichotała Cami. – Chodź. – niezdarnie wstała ze stołka i pociągnęła mnie na zaplecze, plącząc się w sukience.

Pokazanie mi kostiumu, nie było jedynym celem Cami, który chciała zrealizować, kiedy prowadziła mnie do ustronnego miejsca. Stanęłyśmy pod ścianą obok okna.

- Violu… - złapała mnie za ramiona.

- Tak, Cami, słucham?

Wskazała palcem na okno. Nie zrozumiałam, o co jej chodzi.

- Co się...? – zaczęłam, ale uciszyła mnie gestem.

- Popatrz. Tam jest ten chłopak, który przyjechał na wymianę z Braco. Ma na imię Diego.

Cami opowiedziała mi o ich pierwszym spotkaniu. Rzeczywiście nigdy nie spotkałam się z tym, by chłopak zachował się tak… uroczo. Nawet Leon nigdy tak nie robił. Leon, dlaczego on nie może wyjść z mojej głowy i nigdy nie wracać?

- Zadurzyłaś się, prawda?

- Nie, po prostu bardzo go lubię i…

- Cami…

- To aż tak widać?

- Tak. – uśmiechnęłam się. – Ale to nic złego. Powinnaś spróbować się do niego zbliżyć, lepiej go poznać.

Śmieszne, po tym co przeszłam z Leonem i Tomasem, chciałam teraz udzielać przyjaciółce rad w sprawach miłosnych. Ja – Violetta, ekspert od miłości, Castillo. Rzeczywiście…
Cami wyciągnęła z szafy kostium dla mnie. To nie była suknia… To była najpiękniejsza kreacja, jaką kiedykolwiek widziałam w najsłodszym odcieniu fioletu.

- Camila, ona jest…

- Piękna? Śliczna? Cudowna?

- Zdecydowanie. – uśmiechnęłam się szeroko i szybko zmieniłam strój.

Przejrzałam się w lustrze – dlaczego ja ciągle to robię? Cami spojrzała na mnie pytająco. Mocno przytuliłam ją w odpowiedzi. Dowiedziałam się, że razem z Fran wybierały ją kilka godzin. Wspaniale jest mieć takie przyjaciółki. Na dobre i złe. Na słońce i deszcz. Na uśmiech i na łzy. Na zawsze.
Wyszłyśmy z pokoju. A dokładniej Cami wyciągnęła mnie siłą i pociągnęła za rękę, w stronę  Diego. Próbowałam się bronić, ale Cami przez ten rok zrobiła się jakaś… silniejsza. Zdecydowanie się zmieniła. Wydawała się znacznie bardziej pewna siebie, śmielsza i przestała się martwić o każdą błahostkę. Ta zmiana wyszła jej na dobre. Po prostu promieniała. Byłam przekonana, że podoba się chłopakowi. Podeszłyśmy do niego.

- Cami… pięknie wyglądasz. – usłyszałam melodyjny baryton. – A ty jesteś? – zapytał.

- Cześć, ja jestem Violetta. – wyciągnęłam rękę, w geście powitania.

- Witaj, Violetto. Przyjaciółki wiele mi o tobie opowiadały. – nachylił się i musnął moją dłoń. Na ustach Cami pojawił się smutny grymas. Starałam się dać jej do zrozumienia, że Diego w żaden sposób mnie nie zauroczył.

- Naprawdę? To mam nadzieję, że same pozytywy. – zachichotałam.

- Wiesz… - spojrzał na mnie z zakłopotaniem, a ja odwróciłam wzrok w stronę przyjaciółki.

- Yyyy… - tylko na tyle było mnie stać.

- Żartowałem. – uśmiechnął się szeroko.

Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo Tomas porwał mnie na parkiet. Poleciały pierwsze dźwięki romantycznej ballady. Splotłam ręce wokół szyi chłopaka. Cały utwór patrzyłam mu głęboko w jego urocze, błękitne oczy.



- Widzisz, zawsze  byłaś moją księżniczką. – szepnął.

Wiedział, jak poprawić mi humor i robił to w tak uroczy sposób.

- Cieszę się, że wróciłeś. – mruknęłam.

- Cieszę się, że wróciłaś. – spojrzał na mnie serdecznie.

Muzyka ucichła. Stanęliśmy przy oknie. Usłyszałam dźwięk motocykla. Wszystkie moje myśli sprowadziły się do jednej – Tylko nie to.


Słoneczka moje – rozdział dziesiąty! :)
Przepraszam, że nie dodałam go wczoraj, bo nie miałam czasu, ani dzisiaj, we wczesnych godzinach z powodu imienin brata. Koszmar… Ale nieważne – rozdział gotowy;)
Maddy Parks – patent z serwetkami to był strzał w 10! Dziękuję:D
Rozdział jest weselszy niż zazwyczaj i troszeczkę krótszy, ale może to dlatego, że o cierpieniu pisze się łatwiej… Nie wiem.
I ostatnia sprawa, proszę, nie piszcie mi w komentarzach słów typu: „Kiedy Leonetta?” i „Połącz już Leonettę!”. Obiecałam, że Leonetta będzie razem. OBIECAŁAM, a ja słowa dotrzymuję.
To tyle.
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale!
:*



wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział Dziewiąty - Część Druga

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY – Część 2

Następnego dnia

Tomas

Violetta zgodziła się ze mną umówić. Zgodziła się! Mógłbym to wykrzyczeć całemu światu. Czuję się, jakbym wygrał puchar za pierwsze miejsce na Mistrzostwach Świata. Marzyłem o tym, od pierwszej chwili, gdy ją zobaczyłem. Tak naprawdę ten jej upadek wyszedł nam obojgu na dobre. Przynajmniej mi.
Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo zbliżyłem się do Ludmiły. Teraz już jestem pewny, czego chcę, a chcę być z Violettą. Mógłbym nie jeść, nie pić, nie spać całe noce, żeby tylko być blisko niej. Dostałem szansę na miłość i nie zamierzam jej kolejny raz stracić. Nigdy więcej.
Teraz, gdy Leon się tak zachował, więcej o nim nie pomyśli. Może nie powinienem tak myśleć, ale to skomplikowane. Najważniejsze, że Violetta też coś do mnie czuje.
A ten pocałunek… Przeżyłem coś takiego po raz pierwszy. Nawet, gdy pocałowała mnie rok temu, po moim ciele nie przeszły aż takie ciarki i tyle emocji. Nic dziwnego, tamten pocałunek był piękny, ale wtedy nic nie wiedzieliśmy o życiu. To co najtrudniejsze miało się dopiero zdarzyć. Teraz, kiedy jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia ten pocałunek był… Można powiedzieć – dorosły. Tak… dorosły.
Przerwałem rozmyślanie i wyjąłem z kieszeni telefon.

„Dzień dobry, księżniczko. TT.” – napisałem do Violi. Po minucie otrzymałem odpowiedź.

„Witaj, mój książę:-*”

„Wyspałaś się? TT.”

„Można tak powiedzieć:) Myślałam o tobie.”

„To się cieszę. Gotowa na nasze spotkanie? TT.”

„Chyba żartujesz.”

„Jak to?! TT.”

„O tej porze mam być gotowa? Jeszcze tyle pracy przede mną:D”

„Tobie pięknie we wszystkim. TT.”

„No przecież wiem:) Dobra, to ja lecę się przygotowywać, Do zobaczenia:-*”

„Do zobaczenia, księżniczko. TT”


Nie mogę się doczekać, kiedy ją zobaczę. Te piękne, brązowe kosmyki włosów, oplatające jej uroczą twarzyczkę, błyszczące oczy, różowe usta… Kiedy usłyszę jej melodyjny głos. I każdej chwili, którą z nią spędzę. Mam przeczucie, że to będzie piękny dzień.

W tej samej chwili – Resto

Diego

Franceska opowiedziała mi o przyjęciu, które planują dla ich przyjaciółki – Violetty oraz chłopaka, który wyjeżdża do Włoch, by mnie wymienić. Postanowiłem pomóc. Chciałem się z nimi zaprzyjaźnić, a przede wszystkim zbliżyć się do Camili. To taka urocza dziewczyna. Wczoraj, gdy rozmawialiśmy sam się przyłapałem na przyglądaniu się jej przenikliwie. Chyba nawet się zarumieniłem. Miałem nadzieję, że nikt nie zauważył. Chociaż, Cami wyglądała tak, jakby widziała, co robię.
Przyszedłem do baru, by razem z bratem Fran nadmuchać balony. Przyjęcie miało mieć charakter karnawałowy. Taki bal przebierańców – uznałem to za całkiem udany pomysł.

- Cześć! Diego, tak? – zauważyłem jakiegoś chłopaka, który do mnie machał. „To musi być brat Fran” – pomyślałem.

- Tak, to ja. A ty jesteś Luca?

- Tak. Jestem bratem Fran. Mówiła, że mam ci pomóc dmuchać balony, więc jestem.

- Powiedziała mi to samo. – zachichotałem.


Spędziliśmy prawie pół godziny na pompowaniu balonów. Przez ten czas zdążyłem się całkiem dużo dowiedzieć. Luca opowiedział mi między innymi o Violetcie, Leonie i Tomasie. Ta dziewczyna dużo przeżyła w swoim życiu, tak jak ja. Pewnie szybko się dogadamy…
Poza powiedział mi kilka zdań o każdym z ze Studia. O Fran, Cami, Maxim, Natalii, Braco, Andresie oraz Federico. Wcześniej nie miałem pojęcia, kto to Federico, podobno teraz mieszka w Meksyku. Wspomniał też o Ludmile. Chwila – Ludmile?! Nie, to niemożliwe…
Z zamyślenia wyrwało mnie dziwne uczucie, wydawało mi się, że ktoś na mnie patrzy. Nagle poczułem czyjeś dłonie na swojej twarzy. Poczułem zapach truskawkowej mgiełki. Cami…

- Zgadnij kto to!

- Ty? – zapytałem uśmiechnięty.

- Skąd wiedziałeś? – Cami odpowiedziała mi uśmiechem.

- Przeczucie. Co ty tu robisz? Mieliście przyjść później.

- Wiem, ale tak myślałam, że cię tu znajdę.

- Czyli nasze intuicje działają bez zarzutów. – zaczęliśmy się śmiać.

- Tak… Ale wiesz, mieliśmy się tu spotkać o 12.00, czyli mamy jeszcze półtorej godziny. – zaczęła.

- No więc?

- No więc… moglibyśmy…

- Pójść na spacer? – trochę się z nią droczyłem, ale nie miała mi tego za złe. Wiedziałem, że jej się podobam.

- Jeśli oczywiście chociaż trochę mnie polubiłeś no i chcesz… - zaplątała się w tym, co chciała mi powiedzieć.

- No powiedzmy, że tak trochę to cię lubię. – uśmiechnąłem się. – Ale nie denerwuj się tak. A ty tak trochę mnie lubisz?

- Przepraszam, ja… Jest szansa, że lubię cię nawet bardzo. – uśmiechnęła się.

- To idziemy? – wyciągnąłem dłoń w jej kierunku.

- Ale gdzie? – zapytała, nie do końca wiedząc, co się dzieje.

- Na ten spacer. – uśmiechnąłem się.

- A tak… - zarumieniła się. – No pewnie. – westchnęła i spojrzała na mnie uroczo.

Fran

Byłam bardzo podekscytowana tą imprezą. Chciałam, by wszystko wyszło świetnie, zapięte na ostatni guzik. Właśnie dlatego przyszłam do Resto pół godziny przed czasem. Miałam nadzieję, że  spotkam tam Diega. Pamiętam, że prosiłam go, by razem z Lucą nadmuchali balony. Weszłam do baru i rozejrzałam się, ale nigdzie go nie było. Za ladą stał mój brat.

- Cześć, nie było tu Diego?

- Cześć, Fran. Wiesz, co… Był tu jeszcze 20 minut temu, ale przyszła Cami i gdzieś wyszli.

Czyli Camila wpadła na ten sam pomysł, co ja. Widać było, że Diego się jej podobał, a ona jemu… Szkoda, jest przystojny, miły i zabawny, dlaczego to ja mam zawsze takiego pecha? Nieważne. Cami to moja przyjaciółka i cieszę się, że jest w jego towarzystwie szczęśliwa.

- Balony gotowe? – zapytałam entuzjastycznie.

- Oczywiście!

- Dobrze… Teraz muzyka, poczekam na Maxiego i Natę, może jeszcze zadzwonię po Andresa…

- Nie denerwuj się, Fran, na pewno wszystko wyjdzie świetnie. Viola i Braco będą zadowoleni i wzruszeni. Zazdroszczę wam, że tak się przyjaźnicie.


Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Usiadłam na sofie i zaczęłam czytać artykuł o śmiesznym tytule: „Czy kamizelki opanowały świat?” Czego to ludzie nie wymyślą… Właśnie patrzyłam na zdjęcie modelki w uroczej sukience w kwiaty, gdy usłyszałam wołanie.

- Fran! Fran, kochana! – to był głos Natalii. W odpowiedzi pomachałam ręka na powitanie.

- Cześć, Nata! A gdzie… - zaczęłam, ale po chwili do baru wbiegł Maxi. – Już nieważne. – uśmiechnęłam się.

- A gdzie Camila, Andres…

- Jestem! Już jestem! – zawołał Andres. – Wiecie, zauważyłem na ulicy zdechłego ptaszka, no i… nie mogłem się nie zatrzymać.

Jak ten Andres żyje na świecie?

- I Diego? – dokończyła Nata.

Po chwili Cami i Diego pojawili się w Resto. Zaczęli się tłumaczyć tym, że byli na spacerze i się zagadali. Nie miałam im tego za złe. Widziałam, jak bardzo się zaprzyjaźnili.

Kiedy już byliśmy wszyscy w komplecie rozpoczęliśmy zaawansowane przygotowania. Sprzątaliśmy, ustawialiśmy stoły, instrumenty na scenie, rozwieszaliśmy balony i inne ozdoby, tak by wszystko było gotowe na wieczorną imprezę. Świetnie się przy tym bawiliśmy. Nagle uświadomiłam sobie, że jest jeszcze jedna osoba, która nic nie wie. Wysłałam sms-a do Toma.

„Impreza – dla Braco i Vilu. Dziś wieczorem, w Resto. Przychodź!”

W odpowiedzi dostałam:

„Mamy dzisiaj randkę… Ale ją przyprowadzę:D”

Nie miałam pojęcia, że Tom odważy się umówić z Violettą, a tym bardziej, tak szybko.

„Zgoda…”

Odpisałam niepewnie i schowałam telefon do nowej torebki.

Violetta

Od kilku godzin przygotowywałam się do randki z Tomasem. Dzwoniłam do Fran, żeby poprosić ją o pomoc, ale była czymś bardzo zajęta. Trudno… Na szczęście Angie jeszcze była w domu i pomogła mi zrobić fryzurę. W sumie, nic szczególnego, lekko zakręciłam włosy w fale. Dwie godziny wybierałam odpowiednie ubranie.
Kiedy już byłam gotowa spojrzałam na zegarek – 15.50. Miałam niecałe dziesięć minut.
Spojrzałam w lustro, wyglądałam wyjątkowo, ale czegoś mi brakowało. Wpadłam na pewien pomysł. Wyszłam ze swojego pokoju i ruszyłam w kierunku szczególnego dla mnie pomieszczenia. Do najwspanialszego miejsca na całej ziemi. Do pokoju, w którym znajdują się wszystkie rzeczy mojej mamy. Otworzyłam szufladę i wyjęłam z niej kluczyk do kuferka z kosmetykami. Pasował do zamka. Znalazłam tam flakonik ulubionych perfum mamy. Leciutko wzięłam go do ręki i stanęłam przed lusterkiem. Pachniały wspaniale… Psiknęłam nimi dwa razy i zakręciłam się w roztoczonej woni. Teraz było idealnie. Kolejny raz zerknęłam na zegarek, już nie było czasu. Wyszłam przed dom. Na ławeczce obok furtki leżał bukiet kwiatów. Podniosłam go. Ktoś przyczepił do niego karteczkę. Przeczytałam: „Odwróć się księżniczko:)” Zdziwiłam się, ale obróciłam głowę. Ujrzałam uśmiechniętego Tomasa.

- Cześć. – uśmiechnęłam się.

- Cześć, pięknie wyglądasz. – odpowiedział.

- To… gdzie idziemy? – zapytałam, bo tak naprawdę nie powiedział mi dokąd mnie zabiera…

Tomas podszedł do mnie i zawiązał mi opaskę na oczach. Próbowałam się opierać:

- Nie! Tomas, powiedz mi, gdzie idziemy.

- Ufasz mi?

Nie odpowiedziałam tylko poprawiłam opaskę. Tomas złapał mnie za rękę i bardzo ostrożnie mną kierował. Czułam się bezpieczna, wiedziałam, że nie pozwoli, by coś mi się stało. Wydawało mi się, że przeszliśmy zaledwie 100-200 metrów. Po kilkunastu minutach wreszcie doszliśmy na miejsce. Tomas puścił moją dłoń.

- Jesteśmy! Możesz zdjąć opaskę.

Słyszałam jakieś głosy i czyjeś kroki. Otworzyłam oczy.

- Niespodzianka!


Druga część gotowa! Dedykacja identyczna jak w pierwszej;)
Strój również wybrany. Autorką jest Alex Verdas.
Teraz do pozostałych osób, które wysłały mi projekty. Wasze stroje były świetne i trudno było wybrać ten jeden.
Jedyna rzeczą, która zadecydowała o wyborze, było dopasowanie do Violetty. Większość tych strojów dobrałabym do (prawie) każdej innej gwiazdy, ale jakoś tak nie potrafiłam ich sobie wyobrazić na Violetcie. Nie miejcie mi tego za złe.
W ankiecie zwyciężyła odpowiedź dziewczynka – tak przeczuwałam:) Czyli dziecko Angie i Pabla, to najprawdopodobniej będzie córka.
To chyba tyle.
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale! ;*



sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział Dziewiąty - Część Pierwsza

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY – Część 1

Dom Violetty

Violetta

Siedziałam w na łóżku, w pokoju i czekałam na Angie. Musiałam się komuś wygadać. Tyle rzeczy się dzisiaj stało, to dla mnie o wiele za dużo. Dobrze, że mam ciocię. Nigdy nie zastąpi mi mamy, tego jestem pewna, ale jest dla mnie naprawdę ważna i zawsze będzie. Rozmowy z nią to nie to samo, co z Fran, Olgą czy nawet tatą. Czasami wydaje mi się, że Angie jest jedyną osobą, która faktycznie mnie rozumie. W przypływie różnych emocji wyjęłam pamiętnik. Chciałam spisać wszystkie swoje myśli. Zamyśliłam się - „Komu ja będę opowiadać? Pamiętnikowi? To bez sensu – przecież to zwykły, nic nieznaczący zeszyt…”. Nagle wpadłam na pewien pomysł. Otworzyłam pamiętnik na środku, na pustej stronie i wyrwałam ją. Wyjęłam z szuflady długopis. „Opowiem to osobie, która jest ze mną od początku, w każdej chwili mojego życia, najbliżej, jak tylko się da”.
Usiadłam przy biurku i zaczęłam pisać.



Kochana mamusiu!

       Zupełnie sobie z tym wszystkim nie radzę. Gdybyś tu była, na pewno wiedziałabyś, co mam zrobić, doradziła mi. Wszyscy mi powtarzają, że jesteś przy mnie, w moim sercu. Ja to wiem i czuję twoją obecność, ale… Tak bardzo chciałabym, byś usiadła obok mnie, tak jak kiedyś, palcami przeczesywała moje włosy i zaplatała je w warkocze, przy okazji słuchając tego, co zdarzyło się w moim małym, dziecięcym świecie. Tylko, że teraz, te historie wyglądałyby zupełnie inaczej.
       Piszę ten list i wyobrażam sobie, że jesteś w moim pokoju, patrzysz na mnie serdecznym wzrokiem i myślisz, że twoja dziewczynka już wcale nie jest taka malutka. Ale wiesz… to nie do końca prawda. Czuję, że teraz jestem jeszcze bardziej bezradna niż jako kilkulatka.

Przerwałam na chwilę, podniosłam kartkę wraz z pamiętnikiem i przytuliłam do piersi. Odłożyłam ją z powrotem na biurko, z policzka spłynęła mi łza, plamiąc kartkę.


Pisałam dalej:

       Wiesz, mamuś, kiedy podniosłam tą kartkę, czułam się tak, jakbym przytulała ciebie. Bardzo mi tego brakuje. Tata oczywiście się stara, ale to zupełnie co innego. Czasami wydaje mi się, że próbuje dla mnie znaleźć kogoś na „zastępstwo”. Tak jakby moją mamą była Angie, przyjaciele, Olga, a nawet Ramallo. A on? On jest wtedy zupełnie obcą osobą… Nie potrafię porozmawiać z nim na codzienne tematy, a co dopiero wyżalać mu się ze spraw sercowych, zarówno koleżeńskich jak i miłosnych. Nie wytłumaczę mu, jak bardzo zranił mnie Leon i dlaczego ja, mimo wszystko, nadal go kocham. Nie wyjaśnię, dlaczego tak zbliżyłam się w ostatnim czasie do Tomasa i już na pewno nie powiem mu, jak się czułam, gdy mnie całował. On by tego nie zrozumiał… Nawet Angie, ona jest tak podobna do ciebie, ale nie potrafi zrozumieć każdej emocji, która ze mnie wypływa.

Płakałam rzewnymi łzami.

       Widzisz, mamo, kiedy żyłaś, nie dopuszczałaś do tego, by często płakała, a jeśli już, zawsze znajdowałaś sposób, by mnie pocieszyć. Ile ja bym dała, żebyś żyła… Wszystko, całe swoje marne życie oddałabym za ciebie. Za choćby jedną chwilę spędzoną z tobą. By znów poczuć twój dotyk na skórze, zapach twoich perfum, które nigdy mi się szczególnie nie podobały…

Uśmiechnęłam się w duchu.

       To fakt, nie podobały mi się, ale zawsze przypominały mi ciebie, były niepowtarzalne, wyjątkowe, tak jak ty… By posłuchać jak śpiewasz. Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo. Ale ja nie jestem, jak wszyscy, niestety… Wiem, że nikt inny, tak jak ja nie cierpiał by z takich błahych powodów… I nikt inny by tak nie tęsknił, za tobą, za Leonem, za dawnym życiem.
       Czytałam niedawno książkę, o kimś takim jak ja. Dziewczynie tak nienormalnej i niezrozumiałej, jak ja. Może dlatego tak mi się spodobała… A najbardziej zaintrygował mnie fragment, w którym pisała notatkę w pamiętniku:

„Miłość jest jak nar­ko­tyk. Na początku od­czu­wasz eufo­rię, pod­da­jesz się całko­wicie no­wemu uczu­ciu. A następne­go dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jed­nak poczułeś już jej smak i wie­rzysz, że będziesz mógł nad nią pa­nować. Myślisz o ukocha­nej oso­bie przez dwie mi­nuty, a za­pomi­nasz o niej na trzy godzi­ny. Ale z wol­na przyz­wycza­jasz się do niej i sta­jesz się całko­wicie za­leżny. Wte­dy myślisz o niej trzy godzi­ny, a za­pomi­nasz na dwie mi­nuty. Gdy nie ma jej w pob­liżu - czu­jesz to sa­mo co nar­ko­mani, kiedy nie mogą zdo­być nar­ko­tyku. Oni kradną i po­niżają się, by za wszelką cenę dos­tać to, cze­go tak bar­dzo im brak. A Ty jes­teś gotów na wszys­tko, by zdo­być miłość.”

Tylko czy to prawda? Czy to ma sens?


       Mamusiu, wiem, że w tej chwili mnie widzisz i pewnie się martwisz, ale nie zaprzątaj sobie głowy i serca moimi problemami. Nie rób tego ani dla mnie, ani dla siebie, ani dla nikogo. Nie chcę byś cierpiała, bo tak bardzo cię kocham. Wystarczy mi, że ranię tych, którzy mnie otaczają tu na ziemi.
Mam do ciebie jedną prośbę, tyle dla mnie zrobiłaś, a ja jeszcze o coś proszę… Ale proszę – żebyś wybaczyła mi, jeśli kiedykolwiek  przez moje zachowanie zostawiłam ranę na twoim sercu. Teraz już wiem jak bardzo to boli…
I chcę, bo wiem, że czuwasz nade mną jako mój anioł stróż, daj mi jakiś znak, doradź co robić. Będę czekać, wierzę, że ty już wiesz, jak mam postąpić. Yo creo. I credo. I believe.

Te qui ero,
Twoja kochająca córka – Violetta


Skończyłam list – list do mamy. Najważniejszej osoby pod słońcem – jedynej, której mogłam wszystko powiedzieć i miałam pewność, że mnie nie oceni.
Usiadłam na łóżku. Podniosłam głowę i spojrzałam na sufit. Zobaczyłam malowidło – dziewczyna siedząca przy biurku z pamiętnikiem, tak wyobrażała mnie sobie mama. To był jej pomysł. Położyłam głowę na poduszce, nadal przyglądając się dziełu.
Usłyszałam pukanie do drzwi.

- Violu, to ja Angie. – podeszłam do drzwi i uściskałam ciocię.

- Cześć, Angie.

- Co się stało, kochana? Dlaczego dzwoniłaś? Zaraz… Czy ty płakałaś?

- Tak, ale nie martw się, to nic takiego… - odpowiedziałam spokojnie. Wskazałam ręką na kartkę, którą zostawiłam na stole.

Angie przeczytała list, w jej oku również zakręciła się łza. Podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła.



- Wiem, że nigdy nie będę dla ciebie jak Maria, ale będę się starać, by poświęcać ci tyle czasu ile potrzebowałabyś ze strony mamy. Będę z tobą zawsze i wszędzie, wtedy i kiedy będziesz tego chciała. – szepnęła i pocałowała mnie w czoło.

- Nie wątpię w to. Te creo. – odpowiedziałam cicho, tytułem mojej ukochanej piosenki, której tekst znalazłam w pamiętniku mamy.

Opowiedziałam Angie o wszystkim, co się dzisiaj stało. Zaczynając od rana, gdy Leon mnie nie poznał, poprzez naszą rozmowę w parku oraz w moim domu, pocałunku z Tomasem, a kończąc na tym, że Tom zaprosił mnie na randkę i się zgodziłam. Dziwne… minął jeden dzień, a ja czuję jakby co najmniej miesiąc. I właśnie tyle trwa taki rozwój wydarzeń w życiu normalnej osoby. Ale nie w moim… ja potrzebuję dwunastu godzin.

- Czy ty kochasz Leona?

- To nie jest miłość. To szaleństwo.

- Posłuchaj Violu, prawdziwa miłość nigdy nie umiera, ponieważ jest nieskończona… Myślisz, że właśnie tak jest między tobą, a Leonem?

- Jestem pewna… Ale to nie ma żadnego znaczenia. On jest z Brendą. Ktoś kiedyś powiedział „Jeżeli kogoś kochasz, to daj mu wolność, daj odejść…”

- „A jeśli cię naprawdę kocha, powróci.” – dokończyła. – Chociaż, jeśli jest tak jak mówisz…

- Jest Angie. Czuję się z tym potwornie, ale nie mogę nic zrobić. Bo już za późno. Teraz… chcę być z Tomasem i będę z nim szczęśliwa. Kocha mnie.

- A ty jego?

Niepewnie kiwnęłam głową. Tomas jest słodki i opiekuńczy, a Leon to drań. Spojrzałam na Angie. Wydawało mi się, że ma mi coś do powiedzenia.

- Angie?

- Tak Violu?

- Czy ty chcesz mi o czymś powiedzieć? – zapytałam wprost.

- Tak… - dotknęłam swojego brzucha. – Byłam dzisiaj u ginekologa. Okazało się, że jestem w połowie piątego miesiąca ciąży.

- To wspaniale! Ale… nie zorientowałaś się wcześniej?

- To nie tak. Domyślałam się, ale nie byłam pewna. Dopiero teraz mam stuprocentową pewność. – odpowiedziała z uśmiechem. – A to znaczy, że będziesz miała…




- Siostrę lub brata ciotecznego! – dokończyłam. – Tak bardzo się cieszę. – uśmiechnęłam się szeroko.

- Ale wróćmy do ciebie. Co założysz jutro?

- Jutro? – nie byłam pewna, o co jej chodzi. Czyżbym zapomniała o jej urodzinach?

- Jutro, na randkę z Tomasem. – zachichotała.

Rozmawiałyśmy z Angie pół nocy. Śmiałyśmy się, żartowałyśmy, a nawet prawie płakałyśmy. Spędziłyśmy czas nie jak ciocia i siostrzenica, ale bardziej jak siostry. Jak dwie najbliższe sobie osoby, które znają się na wylot…



Pierwsza część dziewiątego rozdziału gotowa:) I koniec remontu!:D
W kolejnej części przygotowania do imprezy czas zacząć + randka Tomasa i Violetty. Zobaczycie, co z tego wyniknie:D
Dziękuję Aliśce M za nominację do VBA oraz Caroline Verdas za nominację do LBA.
Już mówiłam coś na ten temat, ale i tak BARDZO wam dziękuję. Obie części rozdziału dedykuję wam.
W ankiecie wygrała odpowiedź listy, ale to nie dlatego w tej części pojawił się list (był  zaplanowany). Ankieta była mi potrzebna w innej sprawie, niedługo dowiecie się szczegółów.
Na blogu pojawiła się nowa ankieta, wasze głosy znacząco wpłyną na moją decyzję, dotyczącą dziecka Angie i Pabla. Jestem bardzo ciekawa, jak zagłosujecie.
Druga część nie pojawi się jutro, a to dlatego, że mam prośbę. Chcę, żebyście wybrali strój w jaki Violetta ubierze się na randkę. W komentarzach, na gg, na asku i w mailu możecie przesyłać pomysły oraz zdjęcia. Wybiorę najlepszy zestaw:)
No to tyle, do zobaczenia w kolejnym rozdziale!
:*






       

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział Ósmy

ROZDZIAŁ ÓSMY

Resto

Camila

Patrzyłam w jego oczy, jak zahipnotyzowana. Gdy pocałował moją dłoń… oniemiałam. To było takie słodkie, nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim zachowaniem chłopaka. Od razu mi się spodobał. Miałam nadzieję, że ja mu też. „Może coś z tego będzie” – pomyślałam.



- Jestem Diego, miło was poznać. – uśmiechnął się uroczo. Może mi się tylko wydawało, ale jego wzrok cały czas był skierowany na mnie. Zarumieniłam się, jak zawsze, gdy się denerwuję lub jestem kimś zauroczona. Fran spojrzała na mnie przenikliwie. Wiedziałam, że się domyśliła, dobrze mnie zna.

- Yyy…To jest Fran, Maxi i Nata… - ledwo wypowiedziałam to zdanie. „Jaki on jest przystojny…”

- Ciebie też miło poznać Diego. – powiedziała Fran. – Rzeczywiście, spodziewaliśmy się, że przyjedziesz później, ale ta niespodzianka należy do przyjemnych.

- Słyszę u ciebie włoski akcent. Vieni dall'Italia? – zapytał przyjaciółkę. Dzięki temu, że spędzam z nią tyle czasu, ostatnie zdanie zrozumiałam bez problemu. Diego miał taki melodyjny głos… Gdy wypowiadał choćby najkrótsze słowo, jedną głoskę, czułam motyle w brzuchu.

- Sì. Avete indovinato. – Fran odpowiedziała i obdarzyła go serdecznym uśmiechem. Odpowiedział jej tym samym. „Tak uroczo się uśmiecha”.

Nie mogłam się na niczym skupić, każdą chwilę poświęcałam na myślenie o nim.

- Cami? Słuchasz nas? – zapytał Maxi. Zrobiło mi się głupio, bo nie miałam zielonego pojęcia, o czym rozmawiali.

- Nie… przepraszam, zamyśliłam się.

- Nic się nie stało. Taka piękna dziewczyna jak ty, na pewno ma mnóstwo spraw na głowie. – mruknął Diego, a moje policzki kolejny raz spłonęły rumieńcem.

-Diego opowiadał nam o Wenecji. – wytłumaczyła Nata.

- Wenecja… To pewnie wspaniałe uczucie budzić się codziennie w tak pięknym mieście. Zawsze chciałam je odwiedzić. – postanowiłam rozwinąć temat i „zabłysnąć” w oczach chłopaka.

- Nigdy nie mówi... – zaczęła Fran, ale uciszyłam przyjaciółkę, lekko szturchając jej ramię.

- Kiedyś też mi się wydawało, że jest najcudowniejszym miejscem na ziemi, ale gdy przyjechałem do Buenos Aires, zrozumiałem, że Wenecja to miasto, jak każde inne. – odpowiedział spokojnie. – Chociaż, też ma pewien niepowtarzalny urok... – dodał.
Każde słowo wypowiadał z takim przejęciem w głosie.


Diego

Gdy wysiadłem z samolotu, już w Buenos Aires, nie miałem pojęcia, co będzie. „Czy mnie zaakceptują?”, „Czy znajdę przyjaciół?”, „Czy dam sobie radę?”- te pytania nieustannie krążyły w mojej głowie. Dostałem na kartce dokładny adres studio oraz kilku miejsc, gdzie często spędzają czas jego uczniowie oraz nauczyciele. Postanowiłem udać się prosto do „Resto Bandu”. Pomyślałem, że spotkam tam kogoś, kto mi pomoże i dokładniej wytłumaczy, co mam robić. Nie pomyliłem się.

- Może kiedyś razem się tam wybierzemy. – uśmiechnęła się Camila. – To znaczy, my wszyscy.- dodała szybko. Była urocza. Od razu mi się spodobała, czułem, że znajdziemy wspólny język.

- Czemu nie?

- Opowiedz nam jeszcze coś o sobie. – poprosił Maxi.

Nie lubię się rozgadywać, a zwłaszcza na swój temat, ale chciałem się z nimi zaprzyjaźnić i nie wyjść na tajemniczego samotnika.

- Co tu dużo mówić. Urodziłem się w Hiszpanii, w Barcelonie, ale kilka tygodni później, wraz z rodzicami, przeprowadziliśmy się do Włoch. Trzy lata później urodziła się moja siostra – Elena. Mieszkaliśmy w małym, jednorodzinnym domu. Do szkoły musiałem dopływać… - uśmiechnąłem się. – Kiedy byłem mały, „dojazd” do szkoły, to była wspaniała przygoda. Od zawsze kochałem muzykę. Umiem grać na wielu instrumentach, ale największy pociąg czuję do dźwięków gitary. Zacząłem chodzić na lekcje śpiewu i okazało się, że coś tam mi nawet wychodzi. I tak od jednego do kolejnego nauczyciela i… jestem tutaj z wami.


- Una vita interessante. – zachichotała Fran.

- Sì. Molto. – Diego odpowiedział jej tym samym.

- Moglibyście mówić zrozumiałym dla wszystkich językiem? – oburzył się Maxi.

- To nie tak, Maxi. Po prostu za mało czasu spędzasz z Fran. – Cami wykrzywiła usta w uśmiechu.

Maxi spojrzał na nią prosząco.

- Ach… No dobrze, Fran powiedziała, że życie Diego jest ciekawe, a on odpowiedział że tak, bardzo. – westchnęła. – Mógłbyś się wreszcie nauczyć, trzy lata włoskiego i tylko tyle?

Zauważyłem, że Maxi przeszył ją spojrzeniem. Ona w odpowiedzi podeszła do niego i pocałowała go w policzek. Uśmiechnął się. „Czy to możliwe, że oni są parą?” – pomyślałem.

- Wy… jesteście razem? – jak to ja, najpierw mówię, potem myślę. Trudno, zapytałem.

- Nie! – Cami kategorycznie zaprzeczyła.

Fran

Nie wiem dlaczego, ale rozbawiło mnie pytanie, które Diego zadał Maxiemu i Camili. W jednej chwili oboje zrobili się czerwoni jak buraki. Przyjaciółka od razu zaczęła się tłumaczyć, zależało jej na relacji z Diego. Maxi się nie odezwał…

- Maxi, co ty powiesz? – zapytałam.

Zauważyłam, że Nata spojrzała na niego smutno i spuściła głowę.

- Nie. To znaczy… między nami nic nie ma. Jesteśmy tylko przyjaciółmi, najlepszymi, ale wyłącznie przyjaciółmi.

- Na pewno? – upewniał się Diego. – Przepraszam za pytanie. Pewnie masz już dziewczynę…

- Nie mam. – odpowiedział Maxi. – Ale bardzo chciałbym mieć. – dodał patrząc na Natalię.

Ta jednak nie podniosła głowy, wydała się jeszcze bardziej smutna.

- Naty? Co się stało? – zapytałam przyjaciółkę.

Nie odpowiedziała mi, tylko wybiegła z restauracji. Nie zdziwiłam się, gdy Maxi pobiegł za nią.

Na dworze

Maxi

Nie rozumiałem, dlaczego Nata uciekła. Przecież to o nią chodziło. To o niej myślałem każdego ranka i każdego wieczoru, w każdej chwili swojego życia.

- Naty! Naty, poczekaj! – zatrzymała się. Złapałem ją za ramiona. – Dlaczego wybiegłaś? Co się stało?

- Nie zrozumiesz mnie… - dziewczyna prawie płakała.

- Przynajmniej spróbuję. Powiedz. – otarłem łzy z jej policzków.


- Widzisz, Maxi, kiedy siedzieliśmy w tej sali i graliśmy… Poczułam coś szczególnego. Miałam nadzieję…

- Ja też to poczułem. Czuję to od dawna. Podobasz mi się Naty. Nie mówiłem ci tego wcześniej, bo bałem się, że to zniszczy naszą przyjaźń. Ale nie potrafię już tego ukrywać, bo eksploduję. Kiedy cię widzę, mam ochotę latać. Nie mogę przestać o tobie myśleć.

- Naprawdę? – zapytała niepewnie. – Wydawało mi się, że… mówisz o kimś innym, Fran lub Cami, ale nie o mnie.

- Jak mogłaś tak pomyśleć? Kiedy nasze dłonie zetknęły się na klawiaturze fortepianu, po moim ciele przeszedł dreszcz. Ta chwila była…

- Magiczna! – powiedzieliśmy w tym samym momencie.

- Jesteś tego pewny?

- Chodź, pokażę ci, co czuję. – pociągnąłem Naty za rękę. Wróciliśmy do baru i weszliśmy na scenę.

- Es por lo momentos que parezco invisible, y solo yo entiendo lo que me hiciste, mirame bien, dime quien es el mejor… - stanąłem obok keyboardu i zacząłem grać.

Wszyscy patrzyli uśmiechnięci w naszą stronę.

- Hablemos de una vez, yo te veo pero tu no ves, en esta historia todo esta al reves, no me importa esta vez, Voy por Ti, Voy… - zaśpiewaliśmy razem, patrząc sobie głęboko w oczy.
Gdy skończyliśmy w barze rozległy się głośne brawa. Spojrzałem na Naty, dawno nie widziałem jej aż tak szczęśliwej i pewnej tego, co robi. Podszedłem do niej i pocałowałem ją. Bałem się jej reakcji, ale w tamtym momencie spełniałem swoje największe marzenie. Ku mojemu zadowoleniu odwzajemniła pocałunek. Po kilku chwilach oderwaliśmy się od siebie.
Goście Resto bili brawo jeszcze głośniej, ale nie zwracałem na nich uwagi. Liczyła się tylko Naty.

- Wierzysz mi? – zapytałem. Kiwnęła głową.

- Od początku ci wierzyłam. – uśmiechnęła się.


Dom Angie i Pabla

Angie

Czekałam w domu na powrót Pabla. Miałam mu coś ważnego do powiedzenia. Bardzo się denerwowałam. Nie wiedziałam jak zareaguje. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk klucza. Usiadłam na fotelu w salonie.

- Angie? Kochanie, gdzie jesteś? – usłyszałam. Przełknęłam ślinę.

- Tutaj, w salonie…

Po chwili Pablo zjawił się w pokoju. Zorientował się, że coś jest nie tak.

- Czy coś się stało? – zapytał przejęty.

- Tak…

Spojrzał na mnie wystraszony.

- Nie denerwuj się. Wysłuchaj mnie. Pamiętasz, miałam dziś umówioną wizytę u lekarza.

- Pamiętam i…

- Proszę cię, daj mi dokończyć. Bo widzisz… weszłam do gabinetu, lekarz mnie zbadał i… kazał się udać do apteki, po test ciążowy.

- Tttest ciążowy? – nie miał pojęcia, co mi odpowiedzieć.

- Tak Pablo, dobrze usłyszałeś. Zrobiłam ten test i… - dotknęłam swojego brzucha. Spojrzał na mnie pytająco. Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się delikatnie.

- To znaczy, że będę ojcem? – nadal nie dowierzał.

- Tak. – jedyna odpowiedź, na którą było mnie stać.

- Angie, to wspaniale! – podniósł mnie i zakręcił.


- Cieszysz się?

- Oczywiście, że tak! Marzyłem o takiej chwili!

Zbliżył twarz do mojego brzucha, pocałował go i uśmiechnął się szeroko.

- Będziemy mieli wspaniałego synka.

- Hej, skąd ta pewność? – zachichotałam.

- Przeczucie. – mruknął. – A zresztą, to nieważne. I tak, i tak, będziemy najszczęśliwszą rodziną pod słońcem.

Uśmiechnęłam się. Ulżyło mi, gdy Pablo wypowiedział to zdanie. Jednak moje szczęście nie trwało długo. Przerwała je ciągle powracająca myśl – Violetta. Bardzo martwiłam się o siostrzenicę. Przeprosiłam Pabla i wyjęłam telefon z torebki. Usłyszałam dźwięk dzwonka. Spojrzałam na ekran. „O wilku mowa” – pomyślałam.

- Halo? Violetta?

- Angie, możesz do mnie przyjść?

- Coś się stało? – zdenerwowałam się.

- Przyjedziesz do mnie? – słyszałam w jej głosie przejęcie.

- Tak.. – odpowiedziałam. Violetta rozłączyła się.


Oto ósmy rozdział! Tajemniczy chłopak to Diego. Jednak jest on podobny do tego z serialu jedynie imieniem oraz wyglądem, nie charakterem i zachowaniem. Bohaterowie wcześniej go nie znali i nie ma związku z żadnym z nich… na razie:D W tym rozdziale również Angie i Pablo, za to brak Violetty. Obiecuję, że w kolejnym wam to wynagrodzę.
Pewnie zauważyliście, że zmienił się wygląd bloga, bo cóż… nie wszystko poszło po mojej myśli. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zmieni się, na taki, jaki powinien.
Kolejna sprawa, na blogu pojawiła się ankieta, jak na razie więcej głosów jest za odpowiedzią „listy”. Wasza opinia jest mi bardzo potrzebna, wkrótce dowiecie się, do czego:)
I ostatnia sprawa, bardzo dziękuję Xenii Verdas oraz Natsuyu za nominacje do Liebster Blog Awards oraz Tini Cande Castillo za nominację do Versatile Blogger Awards, one naprawdę wiele dla mnie znaczą i ucieszyłam się, gdy zobaczyłam je w komentarzach, ale od razu uprzedzam – ja nie bawię się w takie rzeczy. Poza tym nie potrafiłabym wybrać kilku spośród tylu wspaniałych blogów. Przepraszam.
Rozdział dedykuję Xenii, Natsuyu oraz Tini.

To chyba tyle:)
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale! (remont dobiega końca, więc rozdziały będą pojawiać się coraz częściej)

:*


niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział Siódmy

ROZDZIAŁ SIÓDMY


Dom Violetty

Violetta

Nie wiem, dlaczego, ale zaniepokoiłam się, gdy Tomas powiedział, że chce zacząć swój nowy rozdział od czegoś szczególnego. Czy to możliwe, że miał na myśli nas?

- Violetta, coś się stało? – zapytał niepewnie.

- Nie, po prostu… zastanawiam się, co jest tak ważną rzeczą, którą chciałeś zrobić?

Nie usłyszałam odpowiedzi. Zamiast tego wyjął z kieszeni małe pudełko i mi je wręczył. Lekko podniosłam wieczko. W środku była srebrna broszka w kształcie róży.

- Tomas, nie mogę tego przyjąć. Ta broszka na pewno była droga.

- Proszę, weź. Ona jest bardzo droga, dla mnie. Należała do mojej babci. Gdy byłem mały, spędzałem z nią każdą wolną chwilę. To jedyna pamiątka, która mi po niej została. Chcę, żebyś ją zatrzymała.

- W takim razie tym bardziej nie powinnam.

- Załóż ją chociaż na chwilę.


Wyjęłam broszkę z pudełka i przypięłam ją do sukienki. Zamknęłam oczy i podeszłam do lustra. Powoli uniosłam powieki. Idealnie pasowała. Przypomniało mi się, jak się czułam, gdy przeglądałam sukienki, buty i inne pamiątki po mamie. Ona uwielbiała takie rzeczy.

- Jest piękna… - powiedziałam, ale wiedziałam, że nie mogę się przywiązywać do prezentu.

- I pięknie na tobie wygląda. – uśmiechnął się.

- Nie, Tomas. – odpięłam broszkę i wzięłam do ręki pudełeczko. Zauważyłam, że jest tam ukryta jakaś kartka. Wyjęłam ją i przeczytałam to, co było na niej napisane. Westchnęłam.

- To dlatego chciałeś, żebym ją założyła! – zawołałam w stronę przyjaciela.

Podeszłam do niego i posłałam mu szeroki uśmiech.

- Zgadłaś. I jaka jest twoja odpowiedź? - spojrzał na mnie przenikliwie.

Pocałowałam go w policzek.

- Czyli zgadzasz się, pójść ze mną na randkę? – zapytał z nadzieją.

- A jak myślisz? – zachichotałam słodko.

- Tak?
Kiwnęłam głową. Tomas przytulił mnie mocno, podniósł i zakręcił się kilka razy.



- Puszczaj mnie wariacie! – krzyknęłam i wybuchłam niekontrolowanym śmiechem.

Ostrożnie postawił mnie na podłodze, a ja nadal się śmiałam.

- To chciałeś zrobić?- zapytałam.

- Nie do końca. – uśmiechnął się tajemniczo…

Po chwili, nie mam pojęcia jakim cudem, znów znalazłam się w jego ramionach. Popatrzył na mnie pytająco, a ja mrugnęłam porozumiewawczo. Zamknął oczy. Lekko musnął moje czoło i nos. Wreszcie natrafił swoimi wargami na moje i złączył nasze usta w pocałunku. „O to mu chodziło” – przemknęło mi przez myśl. Nie opierałam mu się, nie miałam powodu, by to robić. Nie myślałam już o Leonie. On jest szczęśliwy z Brendą, więc dlaczego ja nie miałabym być z Tomasem, kimś kto mnie rozumie i zawsze jest przy mnie, gdy tego potrzebuję.
Wpiłam się w jego wargi jeszcze mocniej. Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że pocałuję Toma w taki sposób. W sposób jaki całowałam wcześniej tylko Leona. Nie, to było zupełnie coś innego. Inne uczucia, inne emocje. Całując Tomasa nie czułam takich motylków w brzuchu, które pojawiały się ledwie po spojrzeniu w oczy Leona. Dziwnie się poczułam. Całowałam Tomasa a myślami byłam przy Leonie. „Nie, to koniec” – przemknęło mi przez myśl. Koniec rozdziału Violetta i Leon.

Oderwaliśmy się od siebie.

- Wiesz, co? – szepnęłam. – Ja też zawsze chciałam to zrobić. – uśmiechnęłam się serdecznie.

W Resto

Fran

Bardzo szybko znaleźliśmy się w Resto. Każdy z nas był podekscytowany i to z powodu mojego pomysłu. Niby chodzi o imprezę, ale to jednak mój pomysł.

- Poczekajcie, poszukam Luci. – powiedziałam.

Poszłam do kuchni, na zaplecze i wyszłam tylnym wyjściem na plac, ale nigdzie go nie było. Dziwne, Luca nigdy nie zostawiał kelnerów samych w barze, był na to uczulony. Wróciłam do przyjaciół.

- Nie mogę go nigdzie znaleźć. – poskarżyłam się. – A co jeśli coś mu się stało? Nigdy tak nie znikał…

- Nie denerwuj się, Fran… - zaczął Maxi, ale nie dałam mu skończyć.

- Jak mam się nie denerwować, przecież to mój brat! – moje emocje brały górę nad rozsądkiem. Wyobrażałam sobie najgorsze.

- Cii… Uspokój się! On jest tam, patrz. – Cami zachichotała cicho. Spojrzałam w miejsce, które wskazywała przyjaciółka.

Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. To ja się tu zamartwiam, denerwuję, gdzie jest i czy nic się nie stało, a on tam…

- Co on tam robi?! – byłam jeszcze bardziej zła niż kilka chwil temu.

- Fran, Luca jest dorosły. – pocieszała mnie Nata.

Niestety nie mogłam spokojnie patrzeć, jak mój brat całuje się z jakąś dziewczyną, a następnie prowadzi ją za rękę w stronę baru.

- Kto to jest? Znacie ją? – zapytałam niepewnie.

Nikt nie miał pojęcia kto to. No to Luca będzie mi się musiał porządnie wytłumaczyć.
Ułożyłam sobie w głowie, co dokładnie mu powiem, kiedy już wejdzie. Z drugiej strony nie chciałam niszczyć jego relacji z dziewczyną jakąś bezmyślną awanturą. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Luca zauważył nas i pomachał entuzjastycznie. „Jest szczęśliwy” – pomyślałam.

- Fran, zastanów się co mu powiesz. Chyba nie chcesz żeby ona go zostawiła. Zobacz, dobrze im razem. – powiedziała Natalia.

- A poza tym, jest w takim dobrym humorze, że szybciej zgodzi się na urządzenie dyskoteki i nie będzie stawiał warunków. – dodała Cami.

Oni wszyscy mieli rację. Popatrzyłam na dziewczynę. Przez tą całą złość, nie zwróciłam uwagi, że jest naprawdę ładna. Włosy koloru czekoladowego, oczy w kolorze piwa i urzekający, serdeczny uśmiech.


Luca wziął dziewczynę za rękę i pociągnął ją w naszą stronę. Z jego twarzy nie schodził uśmiech, a gdy patrzył na nią miał iskierki w oczach.

- Cześć, siostrzyczko. – zaczął niepewnie. Powiedział do mnie „siostrzyczko”, a to znaczy, że bał się mojej reakcji. – Cześć, wszystkim! – dodał.

- Witajcie. – powiedziała nieznajoma.

- Luca? – zapytałam neutralnym tonem. – Przedstawisz nam przyjaciółkę?

- To jest Carmen. Poznałem ją niedawno na spacerze. Bardzo dobrze nam się rozmawia i mamy wiele wspólnych zainteresowań. Przepraszam, że nie powiedziałem ci nic wcześniej, ale tak jakoś wyszło. Nie gniewaj się.

- Nie gniewam się, nie mam za co. Miło cię poznać, Carmen. Jestem Franceska. – wyciągnęłam dłoń w jej stronę. Uścisnęła ją z uśmiechem.

- Wiem, brat bardzo dużo o tobie opowiadał. – odpowiedziała, uśmiechnęłam się w duchu. Wbrew moim wcześniejszym obawom, wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.
Następnie Carmen przywitała się po kolei z każdym z nas.

- A to jest Maxi, Camila i Natalia. – przedstawiłam przyjaciół.
- Powiedz, Carmen… - zaczął Maxi. – Jeśli macie z Lucą tyle wspólnego, to na pewno lubisz śpiewać, prawda? – zorientowałam się, o co mu chodzi. – Zaśpiewaj coś.

- Nie, ja nie śpiew….

- Oczywiście, ma głos jak anioł. – Luca odpowiedział za swoją dziewczynę.

Carmen popatrzyła na niego z lekkim wyrzutem, ale po chwili uśmiechnęła się zalotnie.

- Zaśpiewam, jeśli ty… - wskazała palcem na Lucę. – zaśpiewasz ze mną.

Luca – jak to mój brat, zgodził się bez narzekania. Pociągnął Carmen w stronę sceny. Zauważyłam, że uważa na każdy krok. Maxi włączył płytę.

















- Puede ser una ilusión, o tal vez tu corazón te hable, a cada instante. – kiedy Luca wyśpiewał te słowa do Carmen, widziałam jak bardzo mu na niej zależy. Jego oczy były przepełnione szczęściem  i miłością.

- Nada pasa porque sí, me da miedo hablar de mí lo sabes, a cada instante. – Carmen odpowiedziała mu dokładnie w ten sam sposób.

- Są dla siebie stworzeni. – szepnęła Camila. Pokiwałam głową, byłam tego pewna.

Kiedy skończyli śpiewać „Tienes Todo”, zadowolony Luca podniósł Carmen i przybiegł do nas, nadal trzymając ją na rękach.
Nigdy nie widziałam, żeby mój brat był aż tak zakochany. „Kiedy on ostatnio był zakochany” – pomyślałam. Cała złość ze mnie uleciała. Zupełnie zapomniałam, że mieliśmy ważną sprawę do załatwienia.

- Yghm… Fran. – chrząknęła Cami.

- No tak. Luca, możemy porozmawiać? – zapytałam spokojnie.

- No pewnie, co się stało?

- Cóż, cieszę się, gdy widzę, że jesteś szczęśliwy i nie chcę przerywać wam romantycznych chwil, ale… - czułam, że się rumienię. – Mam do ciebie prośbę. Widzisz, Violetta właśnie wróciła do domu, a my prawie o tym zapomnieliśmy, Braco natomiast wyjeżdża na wymianę. Postanowiliśmy, że urządzimy dyskotekę powitalno-pożegnalną i…

- I chcemy zapytać, czy możemy przygotować przyjęcie tutaj. – Maxi dokończył za mnie, widząc, że coraz bardziej się denerwuję.

Luca był tak nieobecny, że chyba do końca nie wiedział, na co się godzi. Ale zgodził się, to najważniejsze. Szepnął coś do ucha Carmen i poprosił mnie, żebym przypilnowała baru, a potem go zamknęła. A potem… wyszedł.

Zaczęliśmy się zastanawiać, jak będzie wyglądać nasza niespodzianka. Każdy z nas miał mnóstwo pomysłów, ale żaden z nich nie pasował do innych. Mało co, a doszłoby do kłótni. Nasz spór przerwał dźwięk otwierających się drzwi. Wszedł przez nie wysoki, ciemnowłosy chłopak. „Zadziwiające, że tyle osób, które przechodzą przez te drzwi, w krótkim czasie wywraca moje życie do góry nogami”. – pomyślałam. Dokładnie tak zaczęła się moja przyjaźń z Cami.


Chłopak wypatrzył nas i podszedł do naszego stolika.

- Cześć, nie znacie mnie, ale ja wiem, kim jesteście. – uśmiechnął się tajemniczo.

- A ty jesteś? – zapytał Maxi.

- Przyjechałem na wymianę. Miałem przyjechać  później, ale tak się złożyło no i… jestem.

Spojrzeliśmy po sobie. Wiedzieliśmy, że przyjedzie ktoś na zastępstwo Braco, mimo wszystko widok gościa bardzo nas zdziwił. No może oprócz Cami. Ta przyglądała mu się badawczo. Spodobał jej się, widziałam to.
Chłopak zauważył jej wzrok, podszedł do niej.

- Jaa… jestem Camila. – uśmiechnęła się słodko i wyciągnęła rękę w geście powitania. On jednak nie uścisnął jej. Ujął dłoń Cami, nachylił się i musnął ją lekko. Przyjaciółka była nim zafascynowana.




I oto siódmy rozdział! Przepraszam, że tak późno, ale już tłumaczyłam, dlaczego wyniknęła taka sytuacja.
Jak pewnie zauważyliście, wprowadziłam nową postać, Carmen. Wygląda ona tak:


Ten rozdział głównie z punktu widzenia Fran, wcześniej Violetty, mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza:)
Piszcie w komentarzach, czy wam się podoba i czy macie pomysł, kim jest chłopak, który przyjechał na wymianę.
A teraz uwaga, jeśli mojego bloga czytają jakieś directionerki, to zapraszam na blog Alex Verdas http://one-day-one-way.blogspot.com/ który po chwili nieobecności wraca z nową siłą:D
Dziękuję, za każdy głos oddany w ankiecie. Ku mojemu zadowoleniu zdecydowanie przeważały głosy pozytywne, to dla mnie wiele znaczy:)
Rozdział dedykuję każdemu, kto głosował;)
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale!
;*








czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział Szósty

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Dom Violetty

Violetta

Dopiero po sekundzie zorientowałam się, co zrobiłam. Nerwowo spojrzałam na telefon, by potwierdzić swoje przeczucia. Miałam rację. Ostatnią osobą, do której dzwoniłam był… Leon. Dlaczego nie poznałam jego głosu? Jak mogłam się tak pomylić? Chciałam przecież zobaczyć się z Tomasem. Myślałam tylko o tym, co chcę powiedzieć…
Moje serce zdecydowało za mnie. Potrzebowałam opieki, bezpieczeństwa i życzliwego uśmiechu. Pragnęłam miłości, jak narkotyku. A może wcale się nie pomyliłam…

Tomas

Byłem w drodze do domu Violetty. Miałem przeczucie, że nie da sobie rady sama. Czułem, że powinienem być blisko niej. Uśmiechnąć się, tak by nie zauważyła, jak bardzo mi przykro… Objąć ją najmocniej jak umiałem. Przekazać jej wszystkie uczucia w jednym spojrzeniu. Postanowiłem właśnie tak zrobić. Niestety, gdy byłem prawie przed domem dziewczyny, zadzwonił do mnie tata. Jego głos był poważny, ale zarazem smutny. Pobiegłem do budynku firmy, w której pracuje. Chciałem jak najszybciej załatwić sprawę i spotkać się z Violettą.

Violetta

Odliczałam sekundy do pojawienia się Leona. Bałam się tego spotkania. Jednocześnie nie mogłam się doczekać chwili, gdy znów spojrzę w jego oczy. Poczuję jego dotyk… Nie! Chciałam uniknąć myślenia właśnie w ten sposób. Chciałam, ale to nie znaczy, potrafiłam. Usiadłam na łóżku i ukryłam twarz w dłoniach. Zastanawiałam się, o czym i czy wogóle będę z nim rozmawiać. Nie minęły dwie minuty, gdy usłyszałam pukanie. Pomyślałam, że to tata. No bo kto? Wstałam i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je. Stał za nimi Leon.

- Leon, ja nie… - zaczęłam, ale przerwał mi pocałunkiem. Nie miałam siły się sprzeciwić. Poddałam mu się. Kierował moimi wargami jak tylko chciał. Byłam bezbronna jak małe dziecko. Jak zawsze przy nim.

- Violetta! – usłyszałam swoje imię. „O nie, tylko nie Tomas!” – przemknęło mi przez myśl. W mgnieniu oka oderwałam się od Leona.

- Tomas, poczekaj. – poprosiłam.

- Ale… - odpowiedział mi przyjaciel.

- Proszę, poczekaj. – Tomas zgodził się chwilę zostać. – Leon, to wszystko nie tak wyszło. – zwróciłam się do chłopaka, którego oczywiście nadal kochałam. – Niechcący do ciebie zadzwoniłam i… - zaczęłam.

- Chciałaś zadzwonić do niego, prawda? – wskazał na Tomasa. Kiwnęłam głową.


- Leon, nie zrozum mnie źle. Czuję, że potrzebuję cię jak tlenu, jak wody, jak chory lekarstwa i powiewu wiatru w gorący dzień.  Nigdy nie przestanę tego czuć. Kocham cię, niezależnie, czy jesteśmy razem, czy nie. Jednak nie mogę też zapomnieć, o tym, co się stało. – Leon znów się zbliżył. – Nie! Tym razem nie. Uwielbiam cię całować, ale to jest koniec. Proszę, wyjdź z mojego domu. – podeszłam do niego i cmoknęłam go w policzek. Odsunął się ode mnie. Popatrzył na mnie smutno i zniknął za drzwiami.

Podeszłam do Tomasa. Przeprosiłam go za zaistniałą sytuację. Na szczęście nie zdenerwował się, tylko mocno mnie przytulił.

- Wiesz, że skoczyłbym dla ciebie w ogień. – szepnął. „Oczywiście, że wiem.” – pomyślałam i wtuliłam się w niego jeszcze mocniej.

Usiedliśmy na łóżku. Nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem, ale przekazywaliśmy sobie uczucia bez słów. Nie chciałam przerywać tej chwili, ale musiałam z nim porozmawiać.

- Tomas… powiedz mi proszę, co się stało między tobą i Ludmiłą tam, we Włoszech. – wiedziałam, że poruszyłam trudny dla niego temat.

- No dobrze. Skoro chcesz słuchać…

Tomas

Miałem przeczucie, że Violetta w najbliższym czasie zapyta o Ludmiłę. Postanowiłem wszystko jej opowiedzieć, w końcu zawsze była dla mnie najważniejsza i nie miałem zamiaru jej okłamywać.

- Więc, widzisz. Gdy wyjechaliśmy z Ludmiłą do Włoch, cóż… przez kilka tygodni układało nam się świetnie. Wynajęliśmy mieszkanie, urządziliśmy je tak, jak chcieliśmy, planowaliśmy przyszłość.



Wierzyłem, że naprawdę się zmieniła, że kocha mnie tak, jak ja myślałem, że kocham ją. Ale minął miesiąc, dwa i było coraz gorzej. Przestała być „księżniczką tatusia”, nie mieliśmy pieniędzy. Znalazłem pracę, coraz rzadziej bywałem w mieszkaniu no i… co tu dużo mówić. Pewnego dnia wracałem z pracy w dobrym nastroju, z kwiatami i rezerwacją w restauracji. Po drodze zauważyłem na rogu ulicy Ludmiłę, całowała się z jakimś chłopakiem, którego nie znam. Wyrzuciłem bukiet i poszedłem na spacer do parku. Wtedy nie chciałem w to wierzyć, ale teraz… myślę, że mogłem się tego po niej spodziewać. Wróciłem do mieszkania. Mój klucz nie pasował do zamka, a pod wycieraczką znalazłem kartkę z napisem „Żegnaj, Tommy”. Wsiadłem w pierwszy samolot no i jestem. Ot i cała historia. – dziwne, gdy opowiadałem rodzicom, dlaczego wróciłem, nie uroniłem ani jednej łzy. Gdy mówiłem do Violetty, patrząc w jej błyszczące oczy, nie wytrzymałem i rozpłakałem się.

- Oj, Tomas… - zaczęła Viola, mimo że sama czuła się strasznie, za wszelką cenę próbowała mnie pocieszyć. – Jeśli rzeczywiście tak się stało, jak mówisz, to znaczy, że Ludmiła straciła ogromny skarb, jakim byłeś ty i twoja miłość. Nie zasługiwała na ciebie.

- Wiem, Violetto, ale nie chodzi tylko o to, że ona mnie zdradzała. Najgorsze jest to, że dopiero wtedy, gdy to się stało, zrozumiałem, jaki błąd popełniłem myśląc, że ją kocham.

Violetta spojrzała w moje oczy i mocno mnie przytuliła. Zrobiła to, co ja wcześniej planowałem. A może to ja potrzebowałem jej bliskości…

- Tomas, wiesz… nie warto się przejmować starymi problemami. Może nie jestem odpowiednią osobą, do udzielania takich rad, ale uwierz mi. Trzeba patrzeć w przyszłość. Rok temu, gdy się żegnaliśmy, marzyliśmy o takiej właśnie chwili. Obiecywaliśmy sobie, że nic się nie zmieni. Ale zmieniło się wszystko, miasto, przyjaciele i my sami. Ja i ty. Wróciliśmy, ale nic już nie będzie takie samo. Rozpoczynamy tworzyć nową historię. Każde z nas rozpoczyna kolejny rozdział w życiu. I to jest najważniejsze. – te słowa, które płynęły z jej ust brzmiały tak pięknie. Była przejęta, widziałem, jak bardzo zależy jej na przesłaniu, o którym mówi.


- Ja wiem, Violu. Tak pięknie to ujęłaś. Chcę zacząć mój rozdział od czegoś, co chciałem zrobić od dawna.

Studio Torres

Fran

Siedzieliśmy, przez kilka minut nie odzywając się do siebie. Nagle zadzwonił czyjś telefon, jak się okazało należał on do Braco. Jego mama prosiła, by szybko zjawił się w domu. Z jednej strony było mi bardzo przykro. Braco to świetny kumpel i na pewno będzie mi go brakowało. Z drugiej strony, gdy wyszedł mogłam wreszcie opowiedzieć, co wymyśliłam.

- Słuchajcie! – krzyknęłam entuzjastycznie, gdy Braco wyszedł.

- Fran, co ty taka wesoła? Nie będziesz tęsknić za Braco? – zapytała Cami.

- Oczywiście, że będę, dlatego… - już chciałam wytłumaczyć, o co chodzi, ale Maxi mi przerwał.

- Ja też będę za nim tęsknić. To wspaniały przyjaciel. Kto mi teraz będzie tłumaczyć zwyczaje niedźwiedzi i to po rosyjsku? – wszyscy wybuchliśmy śmiechem.

- Tak, na pewno drugiego takiego nie znajdziemy. – na twarzy Naty pojawił się życzliwy uśmiech. – Ciekawe, kto go zastąpi…

- Może jakiś przystojniak. – zachichotała Cami.

- Słuchajcie, chcę wam wreszcie coś powiedzieć. Wpadłam na pomysł. Wiecie, Violetta wróciła do domu, a my nie przygotowaliśmy nic z tej okazji, teraz Braco mówi, że wyjeżdża na tą wymianę… Zorganizujmy przyjęcie lub dyskotekę na powitanie Violi i pożegnanie Braco.

- Fran! To genialny pomysł. Jestem pod wrażeniem. – pogratulował mi Maxi, ale słyszałam w tym nutkę ironii.

- Jak myślisz, twój brat pozwoli zorganizować to w Resto? – zapytała Camila.


- Na pewno się zgodzi, ale…

- Ale tylko wtedy, gdy będzie mógł wystąpić! – reszta dokończyła zdanie za mnie.

- No tak. – uśmiechnęłam się. – Chodźcie! – zawołałam wszystkich i poszliśmy do baru.

Postanowiłam, że pójdziemy do Resto wszyscy razem i spróbujemy przekonać Lucę, a potem obgadamy, co dokładnie przygotujemy. Miałam nadzieję, że nie będzie wymyślałam „specjalnych warunków”, w końcu mimo tego, że bywa denerwujący, jest też najlepszym bratem, jakiego mogłabym mieć. „Na pewno się zgodzi” – pomyślałam.

Mieszkanie Leona

Leon

Byłem zagubiony, nie wiedziałem, co myśleć na temat zdarzenia w domu Violetty. Pocałowała mnie, powiedziała, że mnie kocha i… wyrzuciła mnie z domu. Wybrała Tomasa. A może tylko mi się wydaje. W końcu nadal ma do mnie żal, za to jak bezmyślnie się wobec niej zachowałem. Nie wierzę, że tak po prostu zdecydowała z kim chce być. Nie chciałem z niej zrezygnować. Gdy patrzyła na mnie, czułem jak zatracam się w jej oczach, gdy mówiła, jej głos był jak najcudowniejsza melodia, gdy mnie dotknęła moich ust swoimi wargami, czułem, że do końca życia nie chcę całować nikogo innego. Podjąłem bardzo ważną decyzję.

- Kotek, a co ty taki zamyślony dzisiaj? – usłyszałem głos Brendy, brzmiał zupełnie inaczej niż ten Violetty.


- Musiałem przemyśleć kilka rzeczy. – uśmiechnąłem się lekko.

- Tak, rozumiem… A wyjaśnisz mi, gdzie dzisiaj zniknąłeś? – zapytała niepewnie.

- Wiesz, kochanie… Pamiętasz, opowiadałem ci o Violetcie.

- Pamiętam. – jej ton zmienił się na odrobinę wzburzony.

- Ona wróciła do miasta. Byłem w jej domu. – odpowiedziałem spokojnie.

- Nadal ją kochasz, prawda? – zapytała smutno.

- Brenda… - westchnąłem. – To nie tak, że nic do ciebie nie ciebie nie czuję, czy cię okłamywałem. Jesteś dla mnie ważna i zawsze będziesz. – starałem się wytłumaczyć.

- No tak…

- Słuchaj, jesteś świetną dziewczyną. Miłą, ładną i inteligentną. Na pewno trafisz na kogoś kto pokocha cię tak, jak na to zasługujesz i będziesz całym jego światem, tylko, że… - nie wiedziałem co powiedzieć.

- Tylko, że to nie będziesz ty. – dokończyła za mnie. – Rozumiem to. Wiem, że oboje czulibyśmy się źle w tym związku, jeśli całym twoim światem jest Violetta.

- Przepraszam cię.

- Nie masz za co. Dobrze, że nie chcesz mnie okłamywać. Mam nadzieję, że kiedyś wam się ułoży. – Brenda uśmiechnęła się smutno, podeszła do mnie i objęła mnie. 

- To znaczy, że zostaniemy przyjaciółmi? – zapytałem z nadzieją.

- Oczywiście, że tak. Dzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebował. Wiesz, że zawsze ci pomogę.
- Wiem. Pamiętaj, że zawsze znajdziesz we mnie oparcie. Jesteś naprawdę wspaniała. – mocno przytuliłem dziewczynę.

- Pewnie, że jestem. – słyszałem w jej głosie, że jest zawiedziona, ale specjalnie dla mnie udawała, że nic się nie stało. – A teraz przepraszam, ale już pójdę. Pa, Leon.


- Pa, Brenda. – pożegnałem ją i usiadłem na kanapie. Czułem, że postąpiłem słusznie. Postanowiłem zawalczyć o Violettę. Bez niej moje życie nie ma żadnego sensu. Spojrzałem na nasze wspólne zdjęcie, które trzymałem w portfelu. „Albo będę szczęśliwy z nią, albo więcej nie zaznam szczęścia”.




Oto szósty rozdział. Tak jak wspominałam mam remont, więc nie miałam czasu dokończyć go wcześniej. Poza tym zupełnie nie mam weny, więc rozdział jest taki sobie. Przepraszam.
Tą część historii dedykuję Tini Cande Castillo za najdłuższe komentarze, jakie kiedykolwiek czytałam:D

Do zobaczenia w kolejnym rozdziale! :*